Jest dla mnie niezrozumiałym, że ten nieogar (diss) o przerośniętej wyobraźni (komplement) współtworzył być może najzabawniejszy artystyczny kolektyw drugiej połowy XX wieku. Jego filmy bywają kultowe (“Fear and Loathing in Las Vegas”), poruszające (“Brazil”) a czasem nawet dobre (“12 monkeys”, o ile pamiętam) ale NIGDY nie są zabawne. Mimo to, przypominam sobie, że część widowni śmiała się z generycznych żartów “Parnassusa”. Pointa należała do mojej dziewczyny: “Trochę się to kupy nie trzyma”.
2 / 5
obejrzane 12 stycznia 2010 r.

tzn. nie widziałam jeszcze (idę dzisiaj), ale wydaje mi się, że ten film się przestał kupy trzymać wraz ze śmiercią ledgera
Ha! Byliśmy wczoraj. Nie trzyma się totalnie i zupełnie nie chodzi o “Lodgera” czy jak mu tam (ja to raczej z tych, co trącają dziewczynę co chwila z pytaniem “a ten to który, ten cały Farrell?”). Pomijam, że NIENAWIDZĘ TAKICH FILMÓW, ale jest to co najwyżej mocno średni film z niezłymi efektami, z którego 24 godziny później nic nie pamiętam. Jedyne fajne (rzadkie) momenty, to gdy film ewokuje animacje Gilliama dla MP&TFC – na szczęście gość jest/był tak charakterystyczny, że nie umie się ukryć ze swoim stylem. 2/5 indeed.