reż. Alejandro Amenábar
Do tej pory prorokiem stadionowego kina samczych gestów i pierwotnych porykiwań był Ridley Scott, ale jak widać pandemia dotknęła też europejskich protest-reżyserów. Poza tą wyraźną inspiracją “Gladiatorem”, “Agora” nie różni się wiele od włosko-niemieckich filmów biblijnych i dla ateistycznych widzów TVNu stanowi niezłą opcję na wielkanocny seans (courtesy of Ewa Maciejewska).
2 / 5
obejrzane w marcu 2010
korekta: pan autor się nazywa Amenábar, a nie Amenbar; ale poza tym to film rzeczywiście słaby, co trochę smutne, bo uważam, że “W stronę morza” np. naprawdę warte zobaczenia, lepiej mu wychodzi opowiadanie o eutanazji (czego zrobienie bez zbędnego patosu i bez jednoznacznych osądów jest dosyć trudne) niż o wzajemnym kamieniowaniu się chrześcijań i Żydów.